kobieta wielozadaniowa i wielodzietna.

RSS
środa, 11 listopada 2009
wieści hiobowe

Kochani Czytelnicy,

mam trudności z zamieszczeniem zdjęć, gdyż kabel jeszcze nie został wypakowany z pudeł po przeprowadzce (która, nadmieniam, miała miejsce w czerwcu 2009),

u nas tak:

- niani syn ma koklusz, dwa tygodnie bez przedszkola, jestem sama z moją dzieciarnią

- Tadzio na sam koniec trzeciego miesiąca życia zafundował mi codzienne kolki, lecą łzy wielkości grochu, krzyczy z bólu, maluszek biedniuszek

- Mila wytrzymuje to dzielnie, ale brak opieki odbił się nietrzymaniem moczu. przebieram co godzinę.

- dostałam zapalenia piersi. Gorączka, ból mięsni, ból uszu (??), słabość.

***

Mila ciągle przezywa wakacje. Ulubione zabawy to pakowanie walizki, zamawianie taksówki i lot samolotem.

wchodzę do sypialni, gdzie Mila bawi się z tadziem na nasyzm łózku.

- Mamo, siadaj, lecimy samolotem. Zapnij pasy, Tadzio odpala silniki!

***

Przebieram Milę po kolejnym zasikaniu:

- Masz majtusie.

- Jeszcze spodnie, panie dziejku.

 

 

14:55, batorysia
Link Komentarze (5) »
czwartek, 22 października 2009
wyjazd!

Pakujemy się!

Obiecuję po powrocie wrzucić zdjęcia mojej cudnej gromadki.

Brac kalosze czy nie brac? ponoć ma padac.

a tam, nie biorę.

23:01, batorysia
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 19 października 2009
lepiej, coraz lepiej.

od dziś mamy nową nianię i zapowiada się fajnie. Dzień z nią, dzień z kimś do pomocy przy dzieicach - to dzień przyjemny. Nadal jestem zaganiana, ale bez stresu - bo żadne z dzieci nie musiało czekać na swoją kolej, żadne nie wyło w oczekiwaniu, aż będę mogła się nim w końcu zająć. Więc są od razu też bardziej uśmiechnięte i rozluźnione (widać, udzielało im się moje napięcie) - z Milą ktoś się pobawił w samochodowe wyścigi ( nareszcie!), Tadzio został ponoszony i doczekał się chwili, kiedy wreszcie miałam czas na zamontowanie mu karuzelki przy łóżeczku (od razu ją pokochał).

I w ogóle z każdym dniem coraz mi lżej na sercu, coraz lepiej. Dziś na spacerze z z Milą, kiedy zostaliśmy już we trójkę, a nowa niania poszła odebrać synka z przedszkola, no więc dziś poczułam, że depresję mam ostatecznie za sobą.

Że mogę odetchnąć pełną piersią.

Ze ten oddech przechodzi przez moje ciało gładko, radośnie, zdrowo. Że nie mam w sobie takiego wewnętrznego krztuszenia się, łapczywego łapania powietrza.

Ciemność ustąpiła :)

mogę sobie wreszcie pozwolić na spojrzenie na to, co się ze mną działo z dystansu, na zanalizowanie. Widzę, że ciemne chmury zabrały się nad moją głową po śmierci Maluszka, że to wtedy zaczełam czuć tę żelazną obręcz wokół piersi. Nie mogłam już pisać, pzrestałam robić zdjęcia i słuchac muzyki. Tylko tyle. Niby nic, ale coś narastało.

Ostatecznie niebo runęło, że się poetycko wyrażę, wraz z klasycznym baby bluesem. Najadłam się dużo stresu przed porodem - nie chcę do tego wracać (mam w sobie ogromny żal i niezdolność do wybaczenia, póki co). Ale to tak jak z tą przepełnioną czarą.

pękłam.

A potem się poskładałam.

Może komuś w depresji będzie lżej, jak trafi na ten wpis?

**

jedziemy na wakacje!

Już w piątek będziemy w Turcji, po sezonie... Marzy mi się jesienne słońce, smaczne jedzenie, puste miasteczko :)

Teraz ważne: nie rozchorować sie przed wyjazdem.

wracamy 1 listopada.

23:04, batorysia
Link Komentarze (4) »
środa, 14 października 2009
od poniedziałku...

... jestem więc zupełnie sama z dzieciakami, sama zupełnie!

zaciskam zęby, kiedy samo zapakowanie się na krótki spacer zajmuje mi godzinę, bo nagle Tadzio zgłosi, że jest nadprogramowo głodny, a Mila ( kiedy zapnę jej wszystkie zatrzaski w kombinezonie ) zgłasza nadprogramowe siku. Zgrzana, wściekła, obsługuję je po kolei, szepcząc sobie w duchu: te, matka, po co te nerwy, to tylko spacer.

Spacer zresztą kończy sie szybko, bo mokry snieg natychmast załatwił dwie pary rękwiczek Mili ( rękawice śniegowe jesczze nie rozpakowane. W każdym razie nie znalazłam ich po przeprowadzce).

moge sobie jeszcze ponarzekać?

to dodam, ze od soboty jestem człowiekiem zagluconym, chrypiącym i z nawrotami gorączki. Że moje kolana sa dziwnie miękkie, głowa nazbyt ciężka. Ale wlokę to swoje ciało niezgrabne na spacery, po placach zabaw, bo przeciez w domu oszaleć można. Tadzio żąda utrzymania spacerowego codziennego rytmu, inaczej się rozstraja i nie śpi. Co prawda nawet kiedy nie śpi, to i tak ciągle się uśmiecha, ale doprasza się uwagi.

Mila dom roznosi, tęksni za swoją nianią, która odeszła, bo musiała zając się ciężko chorym mężem. Nie potrafi się sama dłużej bawić i przyzwyczajona jest, ze ma kogos do dyspozycji na wyłaczność. I nie chcę jej tego odbierać...

Staram sie jak mogę, traktuję to, co sie  wokół mnie dzieje jako wyzwanie, jako sprawdzian. I kiedy warczę : no, jedz tę zupę! - to czuję, że przegrywam. że jestem słaba, kiepska, do niczego.

Daję radę! - udowadniam sobie - a wieczorem łykam łzy, bo prawda jest taka, że kiedy B. wraca wresczie z pracy, to ja swoich dzieci, tych skarbów, mam dość.

Prześlijcie mi siłę, zdrowie i zapasy cierpliwości, pliiiz!

A wymarzony urlop nam się odracza i odracza.

łaknę słońca, ciepła ( wiem, wiem, każdy tak ma, kiedy za oknem pogoda a la Lord Voldemort i strażnicy Azkabanu), przed którymi tak uciekalam przez całą drugą, letnią połowę ciąży.

(ładna gra tu wyszła, prawda? że uciekałam przed upałami i przed dementorami, hi hi)

Teraz, kiedy ciąża i i depresja ze mną, to ja bym sobie pospacerowała, pocieszyła się liścmi złotemi... ech... z Tadziem uśmiechniętym w wózku, z Milą dzielnie jeżdżącą na doczepianej platformie...

tak mi się sielsko marzy.

a z dobrych wieści, to mąż mój zaskoczył mnie wczoraj najromantyczniej jak się chyba da. Wrócił po północy z imprezy, i zaciągnął mnie w piżamie ( i najgorsze - bez soczewek!) na klatkę schodową, a tam, za rzędem naszych wózków dziecinnych, królowała boska dameczka, rower w kolorze ecru.

Wszystkomający!

dzwonek z monogramem. Błotniki, blokadę na kluczyk na tylnym kole, osłonę na kwieciste spódnice, osłonę na łańcuch, przerzutki, szerokie siodełko, katapultę dla pilota i nawet gotycki napis AMSTERDAM  na ramie.

i jeszcze wiklinowy kosz na kierownicy, a  w nim bukiet róz.

cudo!

Precz, o zlośliwe głosy, sugerujące, że powinnam raczej dostać skuter śniezny!

(Także tak. Mam teraz do sprzedania swoją starą damkę peugeot, stan idealny, jej jedyny feler jest taki, ze się nie polubiłyśmy, po prostu.)

Wiem, że to jest bardzo długi wpis.  Nie będę ukrywać, że zmotywowała mnie do pisania Malgo od ładne bebe, która zerknęła w statystyki, z których wynikało, ze nadal tu do mnie zaglądacie!! Nie mogłam najpierw w to uwierzyć, ale kiedy przetarłam już oczy ze zdumienia, to poczułam wdzięcznośc i radość wielką.

 PS dodaję linka do Nulki, bo robi cuda i bo... zjadam paczkę kiri dziennie.

23:50, batorysia
Link Komentarze (9) »
niedziela, 11 października 2009

Chodze z płaczącym Tadziem po pokoju i rpóbuję go utulić. Mila chwilę się przypatruje i poucza:

- Tadziu, przeproś mamę za te krzyki!

22:45, batorysia
Link Komentarze (4) »
sobota, 10 października 2009
w pośpiechu

jest cudnie.

teraz mam w sobie wiosnę i jesienna pogoda pasuje mi jak tromba do kasztana.

szkoda, ze lato przehulało, kiedy byłam wielkim waleniem...

Tadzio cały promienieje uśmiechem.

Ma 7 tygodni i wazy 6 kilo.

kompensuje sobie za chuda nadal Milę.

wkrótce ją przerośnie, słowo daję.

poza tym znowu szukam niani, cholernie to stresujące, ale cóz, mamy wprawę...

poza tym:

 wrzucam do zakładek odnośnik do nowego bloga, gdzie trendy (mrauuu, gadżeciary!) mieszają się z mamusiową giełda informacji co- gdzie -za ile? 

ladnebebe.blogspot.com jest poświecony tematyce kompletowania wyprawki dla niemowlaka, a ponieważ pisze go moja przyjaciółka z wielkim brzuchem, mam nadzieję, że wkrótce pojawią się tam i towary powyprawkowe :)

żałuję, ze sama nie trafiłam na takiego bloga, kiedy jeszcze kompletowałam rzeczy dla Mili, a potem Tadzia. Małgosia jest perfekcjonistką, wszystko sprawdza i wyczyta. gdyby nie ona w życiu nie dowiedziałabym się o kocykach z bambusa i smoczkach ortodontycznych.

kogo zaciekawiłam, niech zagląda do Małgosi!

 

00:20, batorysia
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 września 2009
dobrze

Baby blues odpuścił.

Może musiałam przez to przejść, żeby teraz wreszcie dać się obezwładnić szczęściu?

a może po prostu byłam zbyt zmęczona po trzech ciążach w ciągu dwóch lat?

Może trzeba było się po prostu przyzwyczaić do niewyspania?

Może fakt, że minął rok od utraty maluszka - przyniósł mi jakąs ulgę?

w każdym razie odzyskałam poczucie równowagi, Marysia wróciła.

Tadeusz Wielki pachnie cudownie, ma wspaniałe oczy i schodzą mu w końcu powoli pryszcze. Nie będę pisać, ze jest najsłodzy na świecie, bo i tak nie uwierzycie. Kto chce się przekonać na własne oczy - zapraszam!

Tymczasem zostałam częsciowo bez niani znów, i - o dziwo - nawet daję radę. Aniołem cierpliwości jestem. A i Mila, siostrzyczka - jak samą siebie teraz nazywa- sprawy stara się nie utrudniać. Wytrzyma 10 minut na nocniku zanim jej tyłek podetrę. Nakarmi się.

Obiad ugotuje, mieszkanie odkurzy.

hehe.

tak, od bycia samej z dziećmi można dostać delirki.

 

 

22:16, batorysia
Link Komentarze (7) »
środa, 26 sierpnia 2009

Bosz, jak mi ciężko się było zalogować i napisać powyższe słowa.

Pierwsze koty.

Tadzio jest, punktualność ma po matce, urodził się 15 sierpnia o godzinie 10.55, i zajęło mu to z wszystkim półtorej godziny, dzięki ci Matko Święta, patronko moja, za dar szybkiego porodu na Żelaznej. Mimo, ze mama Tadzi wagi była dosyć skromnej i w ciąży przybrała wszystkiego osiem kilo, a brzuch miała dosyć jednak nieogromny, kolega zaskoczył absolutnie wszystkich swoimi rozmiarami.

Nauczona doświadczeniem Małej Mili, do spzitala wybrałam się wyposażona w ciuszki rozmiar 50. Czapeczki nawet się nie dało na ten aksamitny niemowlęcy łapek wcisnąć.

Kawał Tadeusza w brzuchu nosiłam!

No, więc - jest, Dziecina moja wyczekana, wytęskniona. Reprezentuje zapewne typ aniołka, wszystko się układa raczej znakomicie, Mila siostrą jest cudowną, choć miewa czasem zachowania agresywne, głaskanie i całowanie Tadzia przeradza się wtedy w próby wsadzenia mu palców do oczy, uszu, ust, docisniecia go kolanem po podłoża, i gorsze, o których nie piszę, bo na samo wspomnienie ogarnia mnie groza.

troszkę mnie martwi, ze niania przechodzi teraz na pół etatu (wyprosiłam, zeby jednak została), a dzieci nie można ani sekund zostawić bez nadzoru, no bo własnie takie rózne niebezpieczne sytuacje się zadarzają.

i ja w sobie nie czuję żadnej siły na ten sajgon, co go tu teraz mam.

zamaist psodziewanej poporodowej euforii, mam apatię, zmęczenie i jakieś takie zniechęcenie ogólne. No naprawdę, akurat teraz mnie to dopadło, kiedy właśnie powinnam być hiperczłowiekiem, mieć energii za dwie zwykłe Marysie, żeby obdzielić dzieci uwagą i czułością w miarę po równo.

A ja ledwo rano wstaję. Dlaczego, skoro przecież się wysypiam?

Całuski dla Was i sorry nadal za nieodpisywanie...

 

21:10, batorysia
Link Komentarze (14) »
czwartek, 13 sierpnia 2009
3! 3!

Ciagle jest nas troje!

na rozwiązanie czekam niecierpliwie,

 zmęczona już sobą, najchętniej bym od siebie uciekła, zostawiła gdzieś to cielsko ciężkie, niewygodne, obolałe. a ono się wlecze za mną, noga za nogą, z brzuszyskiem krąglutkim, nizutkim. Czuję się jak baba z wielką siatą, która się wczepiła w ciało i nie chce puścić.

 a słodki ciężar wewnątrz siaty rośnie, mości się wygodnie, nogi wyciąga i czka.

niech rośnie, niech dojrzewa. Pocieszam się, że dobrze donoszony dzidziuś może pozwoli nm uniknąć koszmarnych kolek?

Ale spać nie mogę, nawet przez sen wyczekuję skurczy, nasłuchuję kopnięć.

Milucha, jakby przeczuwając rózne moje niepokoje, zainteresowała się dzidziami, zagaduje, całuje, przytula, spontaniczna w swojej czułości. Mam wyrzuty sumienia wobec niej - ze taka jestem niezdarna, słaba, bezładna. Wiecznie zmęczona, ze zwieszoną głową.

W lepszych momentach cała się jej oddaję, gramy w piłkę, zbieramy ślimaki, budujemy budę dla psa, którym Mila bywa całkiem często:)

dobra, idę zalec, zagrzebać się po uszy. dziękuję za wszystkie serdeczne mejle, komentarze i telefono-smsy.

dziękuję, ze pamiętacie i zaglądacie :)

jak się wezmę w graść, to wszystko zacznę od początku, zawsze można, prawda?

10:37, batorysia
Link Komentarze (12) »
piątek, 19 czerwca 2009

Kochani,

zupełnie jestem nie do pisania.

nastrój powoli wraca do normy.

wyprowadzka była zupełnie ponad moje siły, rozchwiała nasze życie.

B. bardzo dużo pracuję, snuję się sama wsrod tych zaklejonych kartonów z ksiązkami, których wciąz nie ma gdzie układac.

Ale mieszkanie piekne! Mila tez juz się oswoiła z nowymi placami zabaw i nowymi dziećmi.

Po chwilowym uczuciu zupełnego wykorzenienia, odkrywam Wolę, i mnie zachwyca.

ma wiejski targ z jajkami od przekupek, żywymi pstrągami z wiadra, białym serem z płótna (rewelacyjny. spędzę z nim dzisiaj cichy wieczór we dwoje). jest las tuż obok, a przy wejściu do lasu - cukiernia Batida.

są stare modernistyczne wille i dużo biednych ludzi.

klimat tutaj taki małomiasteczkowy, i bardzo dobrze się w tym czuję. Świątki na podwórkach. Budki dla ptaków.

Ach, no i przebili mi oponę w samochodzie.

Poza tym - wczoraj pogrzeb Cioci Danusi. Nie zdążyłam się z nią pożegnać, kiedy jeszcze zyła, i bardzo to przecierpiałam. Właściwie to kipiałam złością - że starciłam szansę, że przegapiłam sprawę, nawaliłam.... Teraz tak bardzo tęksnię.



15:50, batorysia
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34