|
Archiwum
Zakładki:
A "moje" matki
A szkraby
Czytam
Piszę
Sztuka
Świetnie karmią!
Też muzyka
Trzeba zobaczyć
|
niedziela, 17 stycznia 2010
Ostatnio jest mi ... wiosennie, więc -cóż - musze ignorować poziom śniegu za oknem, bo on zupełnie nie licuje z moim stanem ducha :) Dzieci dobrze, tylko to nieustanne "dlaczego" i "dlaczego" Mili, i te przybywające kilogramy Tadzia. Cieszą i męczą, kilogramy i pytania. z sukcesów: Tadzio zjadł dziś pól sloiczka. Prawie nie plując. Jesli jutro nie dojdzie do recesji, to mam wizję na pięciogodzinne chwile wolności i odpoczynku od karmienia. Kiedy nastąpi ten dzień, że Tadzio je obiad nie z piersi, to wiecie co zrobię? pójdę do kina. B ostatnio nie chodzę. autentycznie - jestem zbyt zmęczona (ja???). Noce nadal nalezą do Tadzia, choć B. bardzo mi pomaga w trudnych chwilach. Wzięlam sie za siebie. Odpisuję znajomym na mejle. zapisałam sie na gimnastykę poporodową, szukam pracy (Dzeż, jak mi się nie chce wracac do publicisu...).I nawet, nawet - porozmawiałam z mamą. Wiecie co? tyle włożyłam w tę rozmowę, w ogóle w zdobycie się na nią, że jestem wręcz rozczarowana, że nie odczułam po wszytskim jakiegoś katharsis...
środa, 23 grudnia 2009
Alergia Tadzia się potwierdza. najbliższe pól roku bez mleka (???) i pochodnych. Ale chłop rośnie. dziś paradował w pajacyku, który Mila nosiła jeszcze w lutym... aktualnie: Tadzio: 7,7 kg Mila: 11,5 kg nawet całkiem miło być mamą, kiedy oboje dzieciów robi sobie półtoragodzinną dzremkę w ciągu dnia, i ta dzremka trwa jednocześnie :) półtorej godziny na podładowanie akumulatorów. + wczorajsza terapia, a potem spotkanie z Marcinem. Jest lepiej. A mama się pyta, jaka margaryna jest bez dodatku mleka! znaczy - przejęła się i piecze ciasto z myślą o mojej diecie !!!! (nie musiałam o to prosić, po prostu o mnie pomyślała)
sobota, 19 grudnia 2009
W kontekście Waszych ciepłych słów w komentarzach do poprzedniego wpisu, minione dwa dni to wyrzut sumienia z wykrzyknikiem. Czy inne mamy też znają te chwile, kiedy zmęczenie przesłania racjonalne rozumowanie, kiedy irytacja i zniecierpliwienie przelewają się z chlupotem przy każdym słowie, każdym geście? Kiedy byle zakwilenie dziecka brzmi jak trąbka prosto w ucho, a jego ryk jest już absolutnie nie do zniesienia, powoduje wybuch agresji? Kiedy niezjedzony obiad i wybrzydzanie urasta do rangi tragedii życiowej? Wczoraj rano, przecierając opuchnięte od niewyspania i płaczu powieki, pomyślałam: - nie odbiorę Mili z klubiku ( bo w piątki ma klubik do 13). Wywiozę wózek z Tadziem pod jakiś sklep i zostawię. I zniknę stąd na zawsze. B. ukazał pomocne oblicze i nie poszedł do pracy. A ja sobie popłakałam, bo wyrzekałam na siebie, jaką jestem tragiczną matką. A potem się wzięłam w garść. Ale gdyby nie B… (sam fakt, że został, okazał, że nie jestem z tym sama, ze on rozumie – to była ogromna ulga, najlepsze, przyjacielskie wsparcie) Przerażam samą siebie, czasami.
Dziś idziemy na urodziny mojej mamy. Smaruję twarz samoopalaczem, żeby ukryć ślady tego, jak bardzo potrzebuję pomocy. Nie chcesz mi pomóc, mamo? Cóż, wcale tego nie potrzebuję. Radzę sobie doskonale, dużo lepiej niż ty.
(Czy jednak może jest odwrotnie?)
wtorek, 15 grudnia 2009
Chciałam coś napisać. Ale wtedy trafiłam na ten wpis u Dorotki. I mi się odechciało pisania tych moich tam bzdurek. są rzeczy w macierzyństwie, których zupełnie nie potrafię uchwycić słowem, nazwać. Więc przepływam po powierzchni dni, nosząc uczucia głęboko w sobie. Dobrze, że są ci, którzy mają dar nazywania nienazywalnego. to wracając do powierzchni dni - Mila przestała sikać. Osiągnęliśmy to dzięki dwóm zmianom - poświęcam Mili teraz ABSOLUTNIE KAŻDĄ wolną chwilę. Jestem wyczerpana, ale mam ogromną satysfakcję. Druga rzecz - Mila przestała być idealną, grzeczną siostrzyczką. Potrafi się otwarcie się o mnie dopraszać - teraz mama mnie w międzyczasie nakarmi - albo - teraz odłóż Tadzia. Czasem wręcz fizycznie odpycha go ode mnie. No i zasugerowała B zakup drugiej mamy z mlekiem w piersiach, ekskluzywnie dla potrzeb braciszka. Tymczasem Tadziowi nic nie przeszkadza. Wystarczy mu, że ma mleko, moją twarz w pobliżu i wiercącą się wiecznie Milę, na którą patrzy z zachwytem. Jest wiecznie rozpromieniony i śpi tylko raz dziennie... także poziom czytelnictwa trochę ostatnio spadł w naszym domu... mam zdecydowanie mniej czasu. Do tego ta katorżnicza dieta, trzeba gotować, nie podjadać. To tyle. Zaglądajcie czasem na ładne bebe, tam ładne nie tylko bebe, a czasem skrobię też ja. Rozwiązanie ( w sensie, że poród) autorki własciwej, czyli Małgo, lada dzień. A, i do zakładek dołaczyła Galeria Miś, którą mam zamiar koniecznie odwiedzić.
sobota, 05 grudnia 2009
chcę! chcę!
wrzucić zdjęcia gromadne stadne! Tylko mi mąż przed rozpakowaniem pudeł ucieka. Teraz np do makro, po zakupy, a ja tu piorę i sprzątam, i jeszcze mikołajki zapakować na jutro, i w końcu paść... Tymczasem się martwię o Milę. Bo sika. Po kilka razy w ciągu godziny nawet. W ogóle nie mówi, że chce na nocnik. Na spacerze, zaraz po wyjściu. Martwię się, czy nie chora. Martwię się, bo tu, z zewnątrz, wszystko zaczęło się pięknie układać. Mamy swój rytm, mamy czas dla siebie. Jest radosna, spokojna, nie widzę tych skłębionych emocji w niej, a przecież wyraźnie coś się dzieje. I czuję się bezradna - jak jej pomóc? Naskoczyła na mnie niania (ta nasza dawna, co przyszła tymczasowo, na 3 tygodnie, bo mąż na naświetlaniach w szpitalu), ze pieluchy trzeba znów założyć. To samo radzi Doświadczona Kasia, ale jej Franio jest zupełnie inny... A jedna Pani psycholog mówi: przeczekać, pieluch nie zakładać. Poszłam dziś po skierowanie na badanie moczu, żeby wykluczyć jakieś zapalenia, a Pani Doktor mówi, że absolutnie powinnam zrezygnować z pieluchowania w nocy także (??? pogięło ją totalnie??? No, ale to lekarz jest, to może rację ma?) Macie jakieś swoje pomysły / rady? A Tadzio ma testy alergiczne z krwi, w poniedziałek. B. wrocił, zdjęcia z Turcji :) stare juz, ale ładne.
środa, 02 grudnia 2009
człowiek robi wpis raz na chiński rok i mu internet siada, wszystko znika. grrr. pisałam, ze Mila przedprzedszkolak, do klubu chodzi. Nagle widzę, że taka samodzielna, mama idź już, ja się przyszłam tu z dziećmi bawić. Moje maleństwo, najmłodsza w grupie przecież! I juz mnie nie potrzebuje, już spiewa, w kółeczku tańczy, panią swoją uwielbia... A po zajęciach biorę ją na ręce i szepcę: - Będziesz jeszcze moja malutka przez chwilę? - Tak - odszpetuje Mila. Tymczasem Tadzio ją wagowo dogania... A ja na diecie, bo młody ma uczulenie. Czego się dla syneczka nie robi, prawda? I może brzuch wreszcie zmaleje?
środa, 11 listopada 2009
wieści hiobowe
Kochani Czytelnicy, mam trudności z zamieszczeniem zdjęć, gdyż kabel jeszcze nie został wypakowany z pudeł po przeprowadzce (która, nadmieniam, miała miejsce w czerwcu 2009), u nas tak: - niani syn ma koklusz, dwa tygodnie bez przedszkola, jestem sama z moją dzieciarnią - Tadzio na sam koniec trzeciego miesiąca życia zafundował mi codzienne kolki, lecą łzy wielkości grochu, krzyczy z bólu, maluszek biedniuszek - Mila wytrzymuje to dzielnie, ale brak opieki odbił się nietrzymaniem moczu. przebieram co godzinę. - dostałam zapalenia piersi. Gorączka, ból mięsni, ból uszu (??), słabość. *** Mila ciągle przezywa wakacje. Ulubione zabawy to pakowanie walizki, zamawianie taksówki i lot samolotem. wchodzę do sypialni, gdzie Mila bawi się z tadziem na nasyzm łózku. - Mamo, siadaj, lecimy samolotem. Zapnij pasy, Tadzio odpala silniki! *** Przebieram Milę po kolejnym zasikaniu: - Masz majtusie. - Jeszcze spodnie, panie dziejku.
czwartek, 22 października 2009
wyjazd!
Pakujemy się! Obiecuję po powrocie wrzucić zdjęcia mojej cudnej gromadki. Brac kalosze czy nie brac? ponoć ma padac. a tam, nie biorę.
poniedziałek, 19 października 2009
lepiej, coraz lepiej.
od dziś mamy nową nianię i zapowiada się fajnie. Dzień z nią, dzień z kimś do pomocy przy dzieicach - to dzień przyjemny. Nadal jestem zaganiana, ale bez stresu - bo żadne z dzieci nie musiało czekać na swoją kolej, żadne nie wyło w oczekiwaniu, aż będę mogła się nim w końcu zająć. Więc są od razu też bardziej uśmiechnięte i rozluźnione (widać, udzielało im się moje napięcie) - z Milą ktoś się pobawił w samochodowe wyścigi ( nareszcie!), Tadzio został ponoszony i doczekał się chwili, kiedy wreszcie miałam czas na zamontowanie mu karuzelki przy łóżeczku (od razu ją pokochał). I w ogóle z każdym dniem coraz mi lżej na sercu, coraz lepiej. Dziś na spacerze z z Milą, kiedy zostaliśmy już we trójkę, a nowa niania poszła odebrać synka z przedszkola, no więc dziś poczułam, że depresję mam ostatecznie za sobą. Że mogę odetchnąć pełną piersią. Ze ten oddech przechodzi przez moje ciało gładko, radośnie, zdrowo. Że nie mam w sobie takiego wewnętrznego krztuszenia się, łapczywego łapania powietrza. Ciemność ustąpiła :) mogę sobie wreszcie pozwolić na spojrzenie na to, co się ze mną działo z dystansu, na zanalizowanie. Widzę, że ciemne chmury zabrały się nad moją głową po śmierci Maluszka, że to wtedy zaczełam czuć tę żelazną obręcz wokół piersi. Nie mogłam już pisać, pzrestałam robić zdjęcia i słuchac muzyki. Tylko tyle. Niby nic, ale coś narastało. Ostatecznie niebo runęło, że się poetycko wyrażę, wraz z klasycznym baby bluesem. Najadłam się dużo stresu przed porodem - nie chcę do tego wracać (mam w sobie ogromny żal i niezdolność do wybaczenia, póki co). Ale to tak jak z tą przepełnioną czarą. pękłam. A potem się poskładałam. Może komuś w depresji będzie lżej, jak trafi na ten wpis? ** jedziemy na wakacje! Już w piątek będziemy w Turcji, po sezonie... Marzy mi się jesienne słońce, smaczne jedzenie, puste miasteczko :) Teraz ważne: nie rozchorować sie przed wyjazdem. wracamy 1 listopada. |